Tuesday, 4 October 2016

Space wyszedl na zewnatrz zaczerpnac upragnionego powietrza. Wewnatrz bylo duszno. Czul ze powietrze jest za cieple i za ciezkie. Nawet najglebszy oddech pozostawial wrazenie niedosytu. Nie mogl skupic sie na niczym innym. Ktos cos do niego mowil ale nie rozumial co. W gruncie rzeczy nie mial ochoty sluchac. Moze bardziej chcialby mowic. Ale to nie takie proste. Trudno jest spotkac dobrego sluchacza. Rozmowa z kims kto tak na prawde nie slucha irytowala go bardziej niz milczenie.

Na zewnatrz odetchnal gleboko. Powietrze bylo swierze i lekko cieple, nie zimne, nie gorace, w sam raz. Wzial kilka glebszych oddechow i poczul sie lepiej. Byl juz wieczor, slonce schowalo sie za choryzontem. To miejsce bylo poza miastem. Nie slyszal tutaj juz szumu samochdow ktory zawsze go tak meczy. Gwar rozmow zostal w tyle. Otaczala go naturalna cisza. Nie calkowita cisza, nigdy nie jest zupelnie cicho. Zawsze sa jakies naturane odglosy ale one tylko wzbogacaja cisze, a nie zaklocaja jej tak jak odglosy miasta. Usiadl na trawie i zatopil sie w otoczeniu. Chmury wolno przesuwaly sie na niebie, zaslaniajac i odslaniajac ksiezyc i gwiazdy.

Nic w okolo nie stresowalo go. Siedzial, a wlasciwie lezal juz wygodnie na cieplej trawie i oddychal swobodnie. Jego wnetrze odpowczywalo tak jak odpoczywa sie gdy w koncu mozna odlozyc ciezar ktory nioslo sie przez jakis czas. Buczenie miasta tlamsilo go, jakby byl pod woda, poddany cisnieniu i pozbawiony powietrza. Cisza przynosila ulge. Teraz mial wrazenie ze rozpreza sie powoli jak gabka wypuszczona ze sciskajacej ja reki.

Mysli plynely wolno. Spokojnie jak chmury na niebie. Nie mozna bylo powiedziec ze on rozmyslal bo nie robil nic zeby myslec. Mysli tworzyly sie same. Nawet nie musial nic robic zeby je zauwazyc albo zrozumiec. Jedna mysl zastepowala poprzednia jak chmury przesuwaja sie przed oczami. Mysli nie tylko przesuwaly sie ale tez zmienialy sie same w sobie. Zmienialy ksztalt i odcienie jak chmury poddane ruchom powietrza.

Wlasciwie to on byl tymi myslami unoszacymi sie wewnatrz. Nie lezal juz na trawie. Siedzial na fotelu w cieniu drzewa w letni, przyjemny dzien. Nogi wygodnie wyciagniete na pufie. Kojace odglosy lata upajaly jego tesknote za natura. Otworzyl oczy. Obok niego stal stolik z dwoma filizankami kawy. Na drugim fotelu siedzial dlugo oczekiwany gosc. Rozmowa byla rownie kojaca jak otoczenie. Lzy wzruszenia naplynely mu do oczu.

No comments:

Post a Comment