Space
wyszedl na zewnatrz zaczerpnac upragnionego powietrza. Wewnatrz bylo
duszno. Czul ze powietrze jest za cieple i za ciezkie.
Nawet najglebszy oddech pozostawial wrazenie niedosytu. Nie mogl
skupic sie na niczym innym. Ktos cos do niego mowil ale nie rozumial
co. W gruncie rzeczy nie mial ochoty sluchac. Moze bardziej chcialby
mowic. Ale to nie takie proste. Trudno jest spotkac dobrego
sluchacza. Rozmowa z kims kto tak na prawde nie slucha irytowala go
bardziej niz milczenie.
Na
zewnatrz odetchnal gleboko. Powietrze bylo swierze i lekko cieple,
nie zimne, nie gorace, w sam raz. Wzial kilka glebszych oddechow i
poczul sie lepiej. Byl juz wieczor, slonce schowalo sie za
choryzontem. To miejsce bylo poza miastem. Nie slyszal tutaj juz
szumu samochdow ktory zawsze go tak meczy. Gwar rozmow zostal w tyle.
Otaczala go naturalna cisza. Nie calkowita cisza, nigdy nie jest
zupelnie cicho. Zawsze sa jakies naturane odglosy ale one tylko
wzbogacaja cisze, a nie zaklocaja jej tak jak odglosy miasta. Usiadl
na trawie i zatopil sie w otoczeniu. Chmury wolno przesuwaly sie na
niebie, zaslaniajac i odslaniajac ksiezyc i gwiazdy.
Nic
w okolo nie stresowalo go. Siedzial, a wlasciwie lezal juz wygodnie
na cieplej trawie i oddychal swobodnie. Jego wnetrze odpowczywalo tak
jak odpoczywa sie gdy w koncu mozna odlozyc ciezar ktory nioslo sie
przez jakis czas. Buczenie miasta tlamsilo go, jakby byl pod woda,
poddany cisnieniu i pozbawiony powietrza. Cisza przynosila ulge.
Teraz mial wrazenie ze rozpreza sie powoli jak gabka wypuszczona ze
sciskajacej ja reki.
Mysli
plynely wolno. Spokojnie jak chmury na niebie. Nie mozna bylo
powiedziec ze on rozmyslal bo nie robil nic zeby myslec. Mysli
tworzyly sie same. Nawet nie musial nic robic zeby je zauwazyc albo
zrozumiec. Jedna mysl zastepowala poprzednia jak chmury przesuwaja sie
przed oczami. Mysli nie tylko przesuwaly sie ale tez zmienialy sie
same w sobie. Zmienialy ksztalt i odcienie jak chmury poddane ruchom
powietrza.
Wlasciwie
to on byl tymi myslami unoszacymi sie wewnatrz. Nie lezal juz na
trawie. Siedzial na fotelu w cieniu drzewa w letni, przyjemny dzien.
Nogi wygodnie wyciagniete na pufie. Kojace odglosy lata upajaly jego
tesknote za natura. Otworzyl oczy. Obok niego stal stolik z dwoma
filizankami kawy. Na drugim fotelu siedzial dlugo oczekiwany gosc.
Rozmowa byla rownie kojaca jak otoczenie. Lzy wzruszenia naplynely mu
do oczu.